A mieszałem łygą aby cukier rozpuścił się w porterze. Za energicznie i wybiło dziurę. Dobrze, że słój stał przy zlewozmywaku i zawartość wartkim strumieniem spłynęła doń. Nie cała - połowę uratowałem przechylając słój. Poszedłem do Żabki po kolejne cztery portery - bo porterówka musi powstać.
Dobrze, że to słodkie nie popłynęło po szafkach, podłodze