Staram się wybrać w miarę gruby i dobrze przerośnięty kawałek. Najczęściej wycinam z całej połci, ale z każdego wychodzi zjadliwy. Kupuję bez skóry, ale ze skórą też będzie super. Jak mogę, to docinam, tak aby całe naczynie było dobrze wypełnione mięsem. W czasie pieczenia trochę się skurczy. A jak jest mało miejsca po bokach, to sos tak nie wycieka i jest soczystszy.
Do zwykłej soli dodaję 1/3,1/4 peklosoli. Łącznie 15g mieszanki/kg mięsa. 3/4 soli rozpuszczam w ciepłej wodzie, robię roztwór prawie nasycony i nastrzykuję dość dokładnie boczek. Pozostałą solą posypuję po wierzchu.
Przyprawy - te są dowolne, wg uznania. Na pewno pieprz czarny, zielony, czosnek granulowany, może być świeży, cebula prażona, świeża, pokrojony por, marchewka. W mniejszych ilościach ostra papryka, gałka muszkatołowa, zioła prowansalskie, majeranek, mielone ziele angielskie i liść laurowy i co tam jeszcze lubicie. Nieraz przekombinuję z przyprawami, więc lepiej dodawać mniej.
Piekę w naczyniu żaroodpornym zakrytym do czterech godzin. Trzy chyba też wystarczy. Pierwsza godzina 140*C i jak zacznie skwierczeć obniżam do 120. W zasadzie to cały czas podglądam i jak trzeba, to reguluję temperaturę, tak aby lekko skwierczało. Po wyłączeniu zostawiam w piecu do przestygnięcia - jeszcze wtedy dochodzi.
Smacznego